12 miesięcy temu
305 Wyświetlenia

Gustlik

Znalazły dom
Gustlik urodził się w hodowli z tradycjami, gdzie rodzice miotu zostali starannie wybrani.
Tak o miocie G mówi hodowczyni;
,,Miot Gustlika nazywałam miotem „komandosów”. Ruchliwe, odważne i wesołe szczeniaki, dla których nie było rzeczy niemożliwych. Były też do siebie bardzo podobne, a energia je roznosiła, wszystkie naraz i każdego z osobna. Gustlik pojechał do nowego domu jako ostatni, więc przez jakiś czas miałam w domu jego i jego siostrę Gryzeldę, która zostawała u mnie. Na spacerach pruli naprzód i widziałam tylko ich chude, dwukolorowe dupki, to taki kadr, który stale mam w oczach. Gustlik zawsze zabiegał o moje towarzystwo, jego żołądek był workiem bez dna, a za smaczki był gotów na wszystko, więc świetnie nam się bawiło w naukę ważnych psich spraw oraz ważnych psich głupot 🙂
Był czujny i gdy coś namierzył, wyglądał jak miniaturka dorosłych stróżujących hovków. Wiecznie coś nosił w pysku, a to pluszowego jeża, a to zabawki podkradane starszym psom. Gustlik, jak i cała reszta jego rodzeństwa z miotu „G”, cechował się wyjątkową chęcią współpracy z człowiekiem. Z tego, co słyszę, wciąż ją w sobie ma, a to skarb u psa, uwierzcie. Potrzeba mu jeszcze tylko człowieka o wyjątkowej chęci współpracy z psem. To też skarb, wiem. ‘’
Pierwszy dom Gustlika zdecydowanie nie jest w stanie sprostać wychowaniu hovawarta. Czasem tak się dzieje, kiedy ktoś źle ocenia własne możliwości i deklaruje coś, czemu nie jest w stanie i nie stara się podołać. Gustlik pies aktywny, chętny do szkolenia, z pasją i temperamentem stracił dom.
W Fundacji HovaWarty trafia na Piotra, który uczy go podstaw posłuszeństwa, dostrzegając u młodego ciekawość i chęć współpracy. Pies z iskrą w oku. Ma to ,,coś”. Szukamy odpowiednich ludzi dla tak wyjątkowego psa i jak nam się wydaje, znajdujemy.
Zapowiadało się tak dobrze…Po raz drugi w życiu Gustlika pojawia się rodzina, która obiecuje wszystko, mają go szkolić, są aktywni, młodzi, chętni wyzwaniom. Gustlik opuszcza Fundację. Jesteśmy pełni optymizmu. Czekamy na pierwsze wieści z nowego domu, są obiecujące. Mijają tygodnie, wszystko wydaje się być ok, tylko Gustlik wciąż nie może dotrzeć na szkolenie…Mijają miesiące…Dalej nic…Po rozmowach z właścicielami już wiemy, że nie zdarzyło się to, co powinno, nikt nie pracuje z Gustlikiem na poziomie potrzeb hovawarta. Komunikacja kuleje. Gustlik nie jest rozumiany przez właścicieli, jego zachowania nie są właściwie interpretowane, nikt nie stara się poznać języka psa… Prowadzimy rozmowy…Pojawiają się problemy, o których dowiadujemy się z opóźnieniem. Wtedy, kiedy właściwie zapadła już decyzja, że Gustlik musi odejść.
Trafia ponownie do naszej Fundacji. Widzimy, że cała praca, którą włożył w niego przy poprzednim pobycie Piotr została zmarnowana. Martwi nas, że Gustlik odciąża prawą przednią łapę. Jego opiekunowie informują, że przeszedł niegroźny uraz, dołączają lakoniczny opis od weterynarza, diagnozy brak. Po krótkim pobycie u nas przeprowadzamy pierwszą konsultację ortopedyczną, po której Gustlik zostaje skierowany do innego specjalisty ortopedy, gdzie po dalszej diagnostyce dowiadujemy się, że stan łapy jest spowodowany dawnym nieleczonym urazem. Diagnoza, stan po uszkodzeniu ścięgna mięśnia trójgłowego. Ze względu na upływ czasu od urazu zabieg nie jest już możliwy, jest za późno, łapa byłaby sztywna. Lepszym rozwiązaniem jest fizjoterapia. Nadzieję na poprawę daje fala uderzeniowa. Lekarz pociesza nas, że pourazowa łapa go nie boli, nie wymaga skomplikowanego leczenia, ale też nie będzie idealnie sprawna już nigdy. Gustlik nie powinien wykonywać nagłych zwrotów i skoków. Może odbywać dłuższe spacery, sam dawkując sobie ruch. Iskra w oku jest nadal i Gustlik wciąż jest chętny do współpracy. Teraz jednak musimy już dobierać aktywności, które nie sforsują łapy. Dobrym pomysłem mogłoby być tropienie.
I znowu historia się powtarza…Agnieszka, obecna opiekunka Gustlika, tak jak kiedyś Piotr mówi o nim w samych superlatywach, jest nim zachwycona.
Znów się okazuje, że wystarczy znać się na psach, żeby to co demonizowali poprzedni właściciele, postrzegać jako wymarzone cechy psa- towarzysza, który nauczy się wszystkiego w mig, a nie będzie grzał kanapy.
Jedna z nas z ręką na sercu mówi, że gdyby nie miała swoich psów zaadoptowałaby Gustlika, nazywa go psem z ,,górnej półki” i śmieje się, że taki pies potrzebuje właściciela ,,z górnej półki”😉
Zatem…Szukamy przewodnika dla Gustlika…Przewodnika ,,z górnej półki”, który
– jest psiarzem z krwi i kości, a nie tylko osobą mającą dobre chęci
– nie boi się wyzwań i jest wytrwały
– posiada już pewien ,,warsztat kynologiczny” i wie czego się spodziewać po temperamentnym hovawarcie, a co więcej wie jak z nim postępować.
– jest osobą inteligentną, kreatywną i zrównoważoną.
– nie posiada kotów ( Gustlik to pies popędowy, który dotąd nie miał doświadczeń z kotami)
– bierze psa na zawsze, na dobre i na złe!!! Bez wachlarza oczekiwań i z wachlarzem propozycji dla psa na każdy dzień.
– pracuje w domu lub sporo czasu spędza w domu w ciągu dnia.
– zna psi język dosłownie, nie w przenośni! Chodzi o sygnały uspokajające i grożące, bo bez nich ani rusz.
Tylko tyle i aż tyle…

Podstawowe informacje

Płeć: ♂Pies

Okaż wsparcie hovkowi zostając jego Wirtualnym Opiekunem – koszt to jedynie 50 zł/msc.

Jesli rozważasz adopcję psa, wypełnij poniższy formularz adopcyjny.

Dane kontaktowe

Kwiatowa 14, Radzewice

Media społecznościowe